Featured

Powitanie :)

Witajcie 🙂

Postanowiłam założyć nowego bloga, poświęconego książkom. Będą tutaj znajdować się głównie opinie o przeczytanych przeze mnie pozycjach. Znajdzie się też miejsce na jakieś książkowe przemyślenia czy wydarzenia.

Obecnie jestem mamą na urlopie wychowawczym, a moja dwójka brzdąców powoduje, że chwilowo nie mogę wrócić do pracy.
W związku z tym, szukam sobie zajęć nie związanych z domem i macierzyństwem. Fakt, że zawsze uwielbiałam książki, a ostatnio czytam ich sporo, spowodował, że znalazłam się tutaj 🙂

Mam nadzieję, że będziecie tu ze mną, polecicie jakąś ciekawą książkę, czasem zostawicie ślad… Będzie mi bardzo miło Was tutaj gościć 🙂

Pozdrawiam
Joanna

Remigiusz Mróz- „Zaginięcie”

Dzisiaj o książce autora, do którego zabierałam się dość długo, głównie ze względu na brak czasu i ilość innych, nieprzeczytanych pozycji na półce 😊


Remigiusz Mróz – Zaginięcie. Pierwsza, po którą zdecydowałam się sięgnąć.

Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domu, pomimo włączonego alarmu, dlatego też podejrzenia od razu padają na rodziców. Prawniczka, Joanna Chyłka wraz ze swoim podopiecznym podejmują się obrony małżeństwa…

Już na początku książki wyłapałam kilka powtórzeń, a następnie też literówek. Jednak, mówiąc szczerze, fabuła tak mnie wciągnęła, że z czasem już przestałam zwracać uwagę na takie niuanse 😀 Wraz z każdą stroną, napięcie rosło, ciągle działo się coś, co uniemożliwiało odłożenie książki na bok i zapomnienie o niej. Dużo zwrotów akcji, pojawianie się wciąż nowych poszlak i wskazówek powodowało, że sama próbowałam odgadnąć, kto stoi za porwaniem. Powiem tak- niesamowite emocje, a to najbardziej lubię w czytaniu.

Jeśli chodzi o zakończenie, prawie je odgadłam (tzn. domyślałam się, choć nie miałam takich myśli od początku, a raczej, pojawiały się one wraz z rozwijaniem się akcji i poznaniu nowych okoliczności). Ostatnie strony jednak wyglądały tak, jakby autor chciał szybko zakończyć książkę. Oczywiście wszystko zostało rozwiązane i wyjaśnione, natomiast był to czysty, suchy opis wydarzeń, które nastąpiły później. Pomimo tego, uważam książkę za świetną, dawno tak nie wczułam się w treść i emocje bohaterów…

W mojej biblioteczce czeka kolejna książka autora z prawniczką Chyłką w roli głównej, wiec na pewno niebawem również po nią sięgnę.

Dzisiaj o książce autora, do którego zabierałam się dość długo, głównie ze względu na brak czasu i ilość innych, nieprzeczytanych pozycji na półce. 😊


Remigiusz Mróz – Zaginięcie. Pierwsza, po którą zdecydowałam się sięgnąć.

Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domu, pomimo włączonego alarmu, dlatego też podejrzenia od razu padają na rodziców. Prawniczka, Joanna Chyłka wraz ze swoim podopiecznym podejmują się obrony małżeństwa…

Już na początku książki wyłapałam kilka powtórzeń, a następnie też literówek. Jednak, mówiąc szczerze, fabuła tak mnie wciągnęła, że z czasem już przestałam zwracać uwagę na takie niuanse 😀 Wraz z każdą stroną, napięcie rosło, ciągle działo się coś, co uniemożliwiało odłożenie książki na bok i zapomnienie o niej. Dużo zwrotów akcji, pojawianie się wciąż nowych poszlak i wskazówek powodowało, że sama próbowałam odgadnąć, kto stoi za porwaniem. Powiem tak- niesamowite emocje, a to najbardziej lubię w czytaniu.

Jeśli chodzi o zakończenie, prawie je odgadłam (tzn. domyślałam się, choć nie miałam takich myśli od początku, a raczej, pojawiały się one wraz z rozwijaniem się akcji i poznaniu nowych okoliczności). Ostatnie strony jednak wyglądały tak, jakby autor chciał szybko zakończyć książkę. Oczywiście wszystko zostało rozwiązane i wyjaśnione, natomiast był to czysty, suchy opis wydarzeń, które nastąpiły później. Pomimo tego, uważam książkę za świetną, dawno tak nie wczułam się w treść i emocje bohaterów…

W mojej biblioteczce czeka kolejna książka autora z prawniczką Chyłką w roli głównej, wiec na pewno niebawem również po nią sięgnę.

 

Poczęcia bardzo pokalane czyli…

„Pokalane poczęcia” Natalii Rogińskiej.

Witam Was po baaaaardzo długiej przerwie!
Nie pisałam, bo też z czytaniem było u mnie ciężko. Brak czasu, ciągle coś się działo… i mimo, że blog trochę poszedł w odstawkę, postanowiłam dać z siebie wszystko i w miarę możliwości wciąż opisywać Wam moje czytelnicze przygody… No więc, do dzieła!

Jestem świeżo po lekturze bardzo kobiecej pozycji polskiej autorki Natalii Rogińskiej.
„Pokalane poczęcia” to książka opowiadająca historie kilku kobiet/par, postawionych przed trudami ciąży i macierzyństwa. Temat jest ujęty z bardzo wielu perspektyw, dzięki czemu możemy wczuć się w konkretne postaci, ich podejście do posiadania lub nieposiadania dzieci, poznajemy też ich sposób bycia, czy przekonania. Wszystko to powoduje, że podejmują takie, a nie inne decyzje, być może nie zawsze słuszne.

Jest para od lat starająca się o dziecko, której próby zawsze kończą się niepowodzeniem.
Jest matka-polka, która wraz z mężem, ze względu na katolickie wychowanie i głęboką wiarę nie stosuje żadnej antykoncepcji, poza metodami naturalnymi.
Jest też kobieta, u której właśnie obudził się instynkt macierzyński, więc postanawia zadecydować nie tylko za siebie (ale też za swojego partnera), że właśnie nadszedł odpowiedni moment na dziecko.
Jest też parę innych postaci ale nie chcę zdradzać wszystkiego i zostawić potencjalnym Czytelnikom radość w ich odkrywaniu i poznawaniu.

Podczas czytania pojawiła się u mnie refleksja – co ja zrobiłabym na miejscu bohaterki? Czy to jedyne rozwiązanie? Doszłam też do wniosku, że tytuł jest genialnie dobrany do treści. Nad każdym poczęciem właściwie wisiało „coś” , czego normalnie być nie powinno, np. strach o ciążę ze względu na wcześniejsze niepowodzenia, czy poronienia. Każda z bohaterek miała jakiś dylemat, czegoś się bała, bo odmienny stan stawiał je w sytuacji, która nie zawsze była dla nich komfortowa. Nie zawsze chodzi tylko o strach o dziecko. Czasami to coś więcej, coś co może mieć wpływ też na życie innych…

Podsumowując, polecam tę książkę nie tylko kobietom, mimo, że to pozycja typowo „babska” 😊
Mężczyźni też mogą odnaleźć ważne dla siebie treści, być może zrozumieć emocje i postępowanie kobiet w podobnych sytuacjach.

Horror „na głodzie” :)

Ostatnimi czasy sięgnęłam po książkę Almy Katsu Głód. Była to pozycja nominowana do książki roku 2018 w kategorii horror (a nawet otrzymała nagrodę) a jak to ja, wyklikałam sobie kilka nowych pozycji do przeczytania. Pomyślałam, że w końcu nominowane książki muszą mieć to coś.

Autorka bazuje na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w 1846 roku. Wyprawa Donnera obrała sobie za cel Kalifornię. Członkowie grupy nie mieli jednak pojęcia co wydarzy się w trakcie podróży, mamiło ich marzenie dostatniego i spokojnego życia na ziemi obiecanej. Akcja rozpoczyna się od zaginięcia chłopca… Prawda o tym, co wydarzyło się z dzieckiem okaże się przerażająca…

Właściwie to… książka ma mega potencjał; wykorzystanie autentycznych wydarzeń, powinno podnieść poziom grozy podczas czytania. Ja jednak mam kłopot z oceną tej książki. Było co prawda kilka dość makabrycznych opisów ale wobec całości pozostałam obojętna. Dla mnie była to literatura obyczajowa z elementami grozy. Za dużo opisów postaci, relacji między nimi, przeszłości bohaterów oraz ich uczuć, które nie wnosiły wiele do powieści. Co więcej, powiedziałabym, że nawet hamowały akcję. Ot, po prostu, przeczytałam, pamiętam mniej więcej o czym była, ale niewątpliwe szybko o niej zapomnę.

Podsumowując, nie rzuca na kolana. Nie jest ani dobra, ani zła. Po prostu nie poczułam tego klimatu ale niewykluczone, że komuś spodoba się bardziej. Sprawdzić zawsze warto 🙂

Anna Todd o pożarze… zmysłów

Witajcie!
Przepraszam za tak długą przerwę, ale dla mnie, w przeciwieństwie do większości ludzi, epidemia koronawirusa oznacza MNIEJ wolnego czasu. Ale tu na pewno nie o tym 🙂

Ktoś, kto czytał książkę, o której dziś napiszę, na pewno po tytule wpisu już wie lub domyśla się cóż to za dzieło… więc, zaczynamy!

Wszyscy chyba słyszeli o autorce głośnej serii After, Annie Todd. Ostatnio zwykle śledzę nowinki książkowe i po te także chciałam sięgnąć, ale, okoliczności sprawiły, że przygodę z pisarką rozpoczęłam inną książką – The brightest stars. Pożar zmysłów. Jest to pierwszy tom serii Stars.

Karina jest dwudziestolatką, która właśnie zaczęła życie na własny rachunek, znalazła pracę w salonie masażu, kupiła dom… no i przede wszystkim wyrwała się spod skrzydeł ojca – wojskowego, z którym miała dość trudną relację. W związku z tym dziewczyna obiecuje sobie trzymać się z dala od wojskowych i nigdy z żadnym się nie wiązać. Tutaj jednak los ma inne plany…

Przypadkiem poznaje Kaela, młodego wojskowego, z którym zaczyna łączyć ją coś więcej; uczucie, magia, przyciąganie… Okazuje się jednak, że mężczyzna skrywa w sobie wiele tajemnic i cierpienia…

Co łączy go z ojcem dziewczyny? Komu zaufa Karina, ojcu czy chłopakowi?

Szczerze mówiąc, spodziewałam się prawdziwego pożaru zmysłów, a tutaj nie znalazłam nawet dogasającego ogniska. 0 pożaru (jeśli nie liczyć takiego dosłownego), tym bardziej 0 zmysłów… Cała książka skupia się na jakichś dialogach, rozmowach między bohaterami, czasami opisem wydarzeń z przeszłości czy myśli kłębiących się w głowach postaci. 0 akcji. Karina i Kael podchodzą do siebie jak para emerytów, których związek opiera się głównie na przyjaźni, i mimo, że autorka starała się pokazać, jaki to ogień budzi w dziewczynie facet, którego właśnie poznała, kompletnie tego nie czuć. Przez cały czas dzieje się kompletnie NIC. Dawno nie czytałam tak nudnej książki…Plus za krótkie rozdziały i słownictwo, które sprawia, że czyta się bardzo szybko. I gdyby tylko treść była ciekawsza, książka byłaby do wciągnięcia w jeden wieczór.

Zakończenie, nieco zastanawiające, napisane tak, jakby czegoś brakowało. Można się domyślić, że pojawi się kolejna część… jednak to trochę za mało. Ostatnie 3-4 rozdziały dopiero sprawiły, że trochę się wciągnęłam, bo w końcu coś zaczęło się dziać, jakieś niedomówienia, tajemnice… Tylko czemu nie było tego wcześniej? No i wątek romansu, relacji romantycznej między mężczyzną a kobietą, jak dla mnie totalnie nie do przyjęcia. Zbyt mało miłości w książce, która teoretycznie o tym właśnie jest. Poza opisem motyli w brzuchu i tym podobnych zjawisk, nie było prawie nic. Szkoda, bo lubię czasem oderwać się przy takiej lekkiej lekturze ale tutaj, pomimo szczerych chęci, było ciężko wczuć się w emocje postaci…

Książka słaba i raczej nikomu jej nie polecę. Niestety, bardzo mnie rozczarowała…

 

 

A Wy, co teraz czytacie? Czytaliście jakąś książkę wspomnianej dziś autorki?

Czekam na Wasze komentarze 🙂

Nowe zdobycze :)

hdrpl

 

Witajcie 🙂 Ostatnio trochę rzadko jestem na blogach bo zwyczajnie brakuje mi czasu. Większość ludzi w czasie kwarantanny siedzi w domu i się nudzi a ja… też siedzę w domu, ale ze względu na to, że mój syn zamiast chodzić do przedszkola też siedzi w domku to mam dużo więcej zajęć. Muszę przerabiać z nim materiał z przedszkola, więc w najbliższym czasie raczej rzadko będę się pojawiać.

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o moich dwóch najnowszych zdobyczach, które udało mi się odebrać dosłownie kilka dni przed zamknięciem wszystkiego…

Zaczęłam czytać książkę Colleen Hoover Gdyby nie ty i muszę powiedzieć. że mnie wciągnęła lecz ze względu na brak czasu, prędko jej nie skończę. Jest to druga książka tej Paani, która wpadła mi w ręce i już czuję, że będzie to jedna z moich ulubionych autorek. Poprzednia, którą czytałam Without Merit, kompletnie mnie oczarowała i… przepadłam. Premiera była 11 marca ale mnie udało się ją dostać przedpremierowo, więc gdyby nie sytuacja z koronawirusem, zapewne miałabym ją już przeczytaną.

Kolejna pozycja to Idealna Magdy Stachuli.  Nie zdążyłam się jeszcze zapoznać z jej twórczością, więc niewiele mogę napisać. Wiem tylko, że to może być coś w moim guście i nie mogę się doczekać!

Przepraszam, że tak krotko ale mam jeszcze tyle zajęć i nie mogę się skupić, aby napisać coś dłuższego.

Powiedzcie. czy znacie te autorki? Czytaliście? Co teraz w ogóle czytacie?

 

Mistrz jest tylko jeden (Instytut)

Co jakiś czas sięgam po książki mojego ulubionego autora – Stephena Kinga. Chciałabym przeczytać wszystkie, ale wiadomo, inni autorzy też wzywają 😉 😉 Ostatnio ściągnęłam sobie na e-booka jego najnowszą powieść Instytut.

Opowiada ona o pewnym obiekcie państwowym, w którym więzi się dzieci o wyjątkowych zdolnościach – telekinetycznych i telepatycznych. Pracownicy owej placówki przeprowadzają na dzieciach rożne badania i testy, w celu wykorzystania ich do… No właśnie, do czego? (przeczytajcie, a sami się dowiecie:))
Z dala od tego miejsca, były gliniarz zatrudnia się jako nocny strażnik, któremu przyjdzie zmierzyć się ze sprawą porywanych i przetrzymywanych dzieci. On wkrótce dowie się prawdy…

Gdy do instytutu trafia ponadprzeciętnie inteligentny 12-letni Luke oraz bezbłędnie czytający w myślach 10-letni Avery, akcja rusza z kopyta. Więzione dzieciaki szybko uczą się wykorzystywać swoje wyjątkowe zdolności i poprzez połączenie sił, szukają sposobu na uwolnienie się…

Stephen King… Nigdy mnie nie zawiódł, ale muszę przyznać, że jako jego fanka, czasami mogę nie być obiektywna, nigdy nie skrytykowałam jego książki i teraz też tego nie zrobię… W końcu to mój Mistrz 🙂 Nawet nie za bardzo umiem ocenić tę pozycję, bo dla mnie wszystko się zgadzało. Każdy opis, każde wydarzenie ma swoje uzasadnienie w dalszej części. Świetnie zbudowana akcja, małymi kroczkami, ale do przodu. Uczta dla fanów pisarza 🙂

Powieść trzyma czytelnika w napięciu, który próbuje odgadnąć finał całej historii… Pojawiają się refleksje, czy można poświęcać życie innych ludzi po to, by służyć większemu dobru. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć tragiczne wydarzenia, które będą miały miejsce w przyszłości? Czy można bawić się w Boga i naprawiać świat, skazując dzieci na cierpienie i odbierając im przyszłość?

Mnóstwo pytań nasuwa się podczas tej lektury, ale zachęcam Was gorąco, abyście sprawdzili to sami.

Najlepsze książki według…

W tym roku po raz kolejny na portalu lubimyczytac.pl wybraliśmy książki roku w poszczególnych kategoriach:

  • literatura piękna
  • powieść historyczna
  • kryminał, sensacja, thriller
  • literatura obyczajowa, romans
  • literatura faktu, publicystyka
  • autobiografia, biografia, wspomnienia
  • fantasy
  • science fiction
  • horror
  • literatura młodzieżowa
  • fantastyka młodzieżowa
  • literatura dziecięca

Rok 2019 przyniósł także nowe, książkowe wydarzenia; po raz pierwszy można było dokonać wyboru tego najważniejszego. Tutaj raczej nie będzie niespodzianki, jeśli powiem, że największe znaczenie dla Czytelników miał nobel dla Olgi Tokarczuk.

Co do wyboru zwycięskich książek poszczególnych kategorii, a nawet nominacji, muszę powiedzieć, że pierwszeństwo mają zawsze autorzy znani i poczytni, lecz niekoniecznie najlepsi w swojej dziedzinie. Myślę, że wpływ ma też reklama, marketing, nawoływanie dookoła przeczytaj mnie! Czasem od niektórych pozycji trudno się uwolnić, bo zawsze gdzieś nas dogonią. Tak było z książką Blanki Lipińskiej 365 dni. Co prawda nominacji nie dostała ale… najpierw mega reklama, potem książka ogląda światło dzienne, występ owej autorki u pewnym programie u pewnego pana, aż w końcu ekranizacja. Nic dziwnego, że książka była bestsellerem, choć szczerze mówiąc, o tym co ta pani opowiadała w telewizji, jak pisała swoje dzieło i ile książek przeczytała w życiu… To na jej miejscu wstydziłabym się to mówić… Ktoś mądry kiedyś powiedział, że aby dobrze pisać, trzeba czytać, czytać, czytać, no i też trochę pisać. Potrzeba jakiejś wiedzy, podstaw, poszanowania języka, jego wyczucia… No ale trochę zboczyłam z tematu 😉

Wracając do książek roku, nominowanych, nagradzanych, jest jak jest ale sprawiedliwie byłoby, gdyby osoba głosująca na daną kategorię, przeczytała wszystkie nominowane pozycje. Tylko wtedy jej głos byłby świadomy i rzetelny. Ja w tym roku przeczytałam tylko 1 (!) (póki, co oczywiście), więc głosu nie oddałam. Żeby nie było, czytałam sporo ale jakoś nie trafiłam w te „najlepsze” także więcej się nie wypowiem… Powiem tylko, że nagrodę w kategorii horror otrzymał Stephen King ze swoim Instytutem. Ups, ale szok! 😛 A co ciekawsze, w następnym wpisie napiszę coś na jej temat 🙂

Bądźcie ze mną 🙂 Do poczytania wkrótce 🙂

„Nasze małżeństwo” i natłok myśli…

Ostatnio, zakupiłam kilka książek w promocji z pewnej księgarni internetowej. W związku z tłokiem na mojej półce, dopiero niedawno udało mi się przeczytać jedną z nich. Wybrałam ją ze względu na intrygujący opis… Jest to książka Tayari Jones pt. Nasze małżeństwo.

Roy i Celestail to afroamerykańskie małżeństwo, na które w drugim roku ich wspólnego pożycia spada ogromny cios. Mężczyzna zostaje niewinnie oskarżony o gwałt i trafia do więzienia. Początkowo wymieniają ze sobą listy, kobieta w miarę możliwości odwiedza męża w więzieniu lecz po pewnym czasie wszystko zaczyna się zmieniać. Kontakt między małżonkami ustaje, obydwoje próbują poradzić sobie z nową rzeczywistością.

Celestial może liczyć na wsparcie swojego przyjaciela, Andre, którego zna od kołyski, natomiast Roy spotyka w więzieniu swojego biologicznego ojca…

Nie będę spoilerować i pisać o dalszych losach bohaterów, Jeśli będziecie chcieli, przekonacie się sami. Mogę jedynie zaznaczyć, że początkowo lektura wydawała mi się potwornie nudna i zaczęłam się przekonywać do wielu nieprzychylnych ocen na jej temat. Później jednak stwierdziłam, że książka ma naprawdę ważny przekaz i aby go odczytać, trzeba bardzo skupić się na lekturze, wczuć w sytuację bohaterów… Ja zaczęłam się zastanawiać co by było, gdybym znalazła się w podobnej sytuacji? Czy umiałabym czekać tyle czasu, a potem stopniowo odbudowywać relację, czy poddałabym się na starcie? Co tak naprawdę jest najważniejsze w małżeństwie, w relacji mężczyzny i kobiety? Bez pełnego skupienia i prawdziwego przeżycia tej książki, rzeczywiście może się wydać mało wciągająca, ale warto, ze względu na przemyślenia i refleksje, które nasuwają się po jej lekturze…

Myślę, że to doskonała pozycja dla ludzi żyjących w sformalizowanych związkach, i nie tylko. Dzięki niej zaczynamy zastanawiać się, co takiego bylibyśmy w stanie zrobić dla miłości? Czy prawdziwa miłość nigdy nie wygasa? Czy takie doświadczenia zawsze ją osłabiają, czy jednak czasem powodują, że tęsknimy i ogień rozpala się na nowo?

Inferno – książka, której nie chciałam przeczytać…

 

Hejka! Właśnie dziś nadszedł dzień, w którym zdecydowałam się opublikować moją pierwszą opinię na blogu. Do pisania recenzji baaaardzo wiele mi brakuje, wyszłam nieco z wprawy ale liczę, że dla Czytelników ważniejsza jest raczej pasja i chęć podzielenia się nią z innymi. No więc… zaczynamy! 🙂

Po walce z samą sobą, postanowiłam sięgnąć po książkę Dana Browna Inferno. Oglądając ekranizację, nie potrafiłam się wczuć w klimat, wydawało mi się, że nie jest to lektura dla mnie. No ale… jak wyzwanie, to wyzwanie!

Biorę udział w wyzwaniu Lubimy Czytać na ten rok. Na początku każdego miesiąca pojawia się zadanie-klucz, na podstawie którego należy wybrać książkę do przeczytania. Czas jest zawsze przez cały miesiąc kalendarzowy. W ramach zadania na luty, postanowiłam się przełamać i sięgnąć po książkę z polecenia, do której nie byłam przekonana. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem.

Profesora Langdona poznajemy w okolicznościach, w których nikt z nas nie chciałby się znaleźć. Szpital we Florencji, żadnej znajomej twarzy i dziwny przedmiot w kieszeni. Amnezja spowodowała, że nasz bohater nie pamiętał ostatnich wydarzeń, nie mając pojęcia co robi we Włoszech.

Po strzelaninie na korytarzu szpitalnym, lekarka opiekująca się nim, pomaga mu uciec przed niechybną śmiercią. Ktoś za wszelką cenę próbuje go zabić. Przemierzając wraz ze swoją towarzyszką uliczki włoskiego miasta, stara się dowiedzieć czemu jest obiektem pościgu nieznanych mu oprawców. Podążając za wskazówkami, ukrytymi między wierszami słynnego poematu Dantego, próbuje rozwikłać zagadkę i uratować ludzkość przed zagładą…

Książka od pierwszej strony pochłania, właściwie przez cały czas coś się dzieje. Nie ma chwili wytchnienia (ach, teraz nic się nie będzie działo, no ale jak czytam to czytam, trzeba brnąć do końca), ma się wrażenie, że każdy wers jest ważny, niezbędny, a napięcie utrzymuje się właściwie przez cały czas, powodując, że nie chce się odłożyć lektury.
Czytając, powtarzałam sobie w myślach zdanie (jeszcze tylko jeden rozdział) 🙂 I choć wydawało mi się, że nie do końca jestem fanką akurat takich powieści, tą pozycją autor całkowicie mnie do siebie przekonał.

Gorąco polecam.

 

P.S. Powyższą opinię znajdziecie także na portalu lubimyczytac.pl

 

Shristy Singh

Adding Creativity Through Brush...........

bezSzelestna

myśl i ulotna chwila zawarta w fotografii

Wirtualny zakątek

gdzieś między.. myślą a myślą

@prawiewiersze

Blog poetycki

Pkropka - Paulina Garwacka

Szukam swoich słów.

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Wirujące myśli

Poezje i zmyślone historie.

Niewidzialnym tuszem...

wiersze, wierszyki, opowiadania

Cukierkowa Mama

@KrolowaMama

PISZE-BO-WALCZE

czyli ja vs. zaburzenie psychiczne (fobia społeczna) 

We Właściwym Kierunku

świat widziany naszymi oczami

Kartka z brulionu

Witam i zapraszam do przejrzenia mojej twórczości.

Bezsenna poetka

Daj mi całusa, kochany

dziura w całym ʘ

wcześniej screaming-inside.blog.pl

novissima-verba

słowa i słówka - banalne, gorące, zanęty nęcące, patetyczne i liryczne.